Tajlandia

Kraj: Tajlandia

Termin: 31.10.2014 – 07.11.2014

Trasa:

  • Połączenia lotnicze: Warszawa (WAW) – Frankfurt (FRA) – Bangkok (BKK) – Hat Yai (HDY) // Krabi (KBV) – Bangkok (BKK) – Frankfurt (FRA)  – Warszawa   (WAW)
  • Połączenia promowe: Pak Bara – Koh Lipe – Koh Phi Phi – Krabi

mapa

PRZED PODRÓŻĄ:

Wiza: Obywatele Polski są zwolnieni z obowiązku wizowego podczas podróży do Królestwa Tajlandii. Na lotniskach otrzymuje się pozwolenie na pobyt do 30 dni, na przejściach lądowych urzędnik może wbić pozwolenie na pobyt krótszy – 15 dni.

Szczepienia: zalecane: WZW A i B, dur brzuszny, tężec, opcjonalnie: wścieklizna. Koszt dodatkowy – zakup leków na malarię (Malarone lub Lariam). Zagrożenie malarią w Tajlandii jest znikome, jednak najlepiej skonsultować się ze specjalistą przed wyjazdem podając planowaną trasę podróży.

Waluta: Bhat tajski [THB]; 1 PLN – ok. 10 THB. Uwaga! Wszystkie tajskie bankomaty pobierają prowizję od wypłat zagraniczną kartą w wysokości 180 THB. Jeżeli dodatkowo wasz bank pobiera prowizję za wypłatę z bankomatu to taka operacja może się okazać mało opłacalna. Preferowana waluta obca do wymiany na miejscu to USD.

Noclegi: Spora dostępność noclegów w serwisach takich jak bloking.com, agoda.com. Jednak nie zaobserwowaliśmy problemów z dostępnością noclegów na miejscu. Być może w szczycie sezonu byłby z tym problem.

Godny polecenia nocleg na Koh Lipe: Bungalowy Forra Diving: http://www.forradiving.com/

W cenie 700 BHT/noc otrzymujemy bambusowy domek blisko plaży. W domku jest bieżąca woda (choć tylko zimna) i normalna elektryczność. Łóżka są wyposażone w moskitiery. Na miejscu można także skorzystać z pakietów na nurkowanie w rozsądnych cenach.

IMG_0011

Nasz bambusowy domek na Koh Lipe

Sezon: Tajlandia to wystarczająco rozległy kraj by w różnych porach roku klimat różnił się w zależności od odwiedzanego miejsca. W regionie Morza Andamańskiego sezon zaczyna się w listopadzie, a kończy w marcu. Szczyt sezonu turystycznego i tłumy turystów przypadają na końcówkę grudnia, styczeń i luty. Od osób mieszkających w Tajlandii usłyszałem, że warto wybrać się tam w okresie kwiecień-maj. W Europie robi się wówczas już ciepło, co powoduje, że mniej turystów szuka słońca w Azji, a na miejscu jest nadal słonecznie. Pora deszczowa trwa od lipca do października.

Różnica czasu: UTC/GMT +7 godz.

Nasz przewodnik: „Thailand” w wydaniu Lonley Planet (2013 r.)

 

Przemieszczanie się na miejscu:

Tajlandię zamieszkuje ponda 66 mln obywateli, dodatkowo jest to kraj w czołówce najczęściej odwiedzanych państw świata. Dzięki temu konkurencja linii lotniczych na tajskim rynku jest duża, ceny dość niskie, a infrastruktura nie odbiega jakością od europejskiej. Odwrotnie niż w europie lokalne bilety lotnicze opłaca się kupować w ostatniej chwili, a nie z dużym wyprzedzeniem. Jest kilku przewoźników godnych polecenia na Tajskim rynku:

  • Thai Airways (http://www.thaiairways.com/) – narodowa linia lotnicza, z bogatą siatką połączeń do Europy oraz lokalnych. Na trasach krajowych oferują bardzo konkurencyjne ceny i przyjemny serwis. Operują z głównego lotniska w Bangkoku (Suvarnabhumi). Bagaż w cenie.
  • Bangkok Airways (http://www.bangkokair.com/) – lokalna linia lotnicza, oferująca zarówno połączenia krajowe jak i regionalne międzynarodowe. Operują z głównego lotniska w Bangkoku (Suvarnabhumi). Bagaż w cenie.
  • AirAsia (http://www.airasia.com/) – low cost, azjatycka wersja Ryanair, z bardzo bogatą siatką połączeń w regionie. Tajski odział wykonuje większość operacji z lotniska Don Muaeng (stare lotnisko Bangkoku), część operacji jest wykonywana z pominięciem Bangkoku (np. lot Krabi-Chiang Mai). Bagaż i posiłek są dodatkowo płatne.
  • Nok Air (http://www.nokair.com/) – Tajski low cost, oferujący połączenia prawie wyłącznie wewnątrz Tajlandii. Podobnie jak AirAsia operują z lotniska Don Muaeng w Bangkoku. Bagaż 15kg. w cenie.

Dzień 1

W dniu przylotu do Bangkoku, z tego samego lotniska polecieliśmy od razu do Hat Yai na południu, zaledwie 60 km od granicy z Malezją. Bezpośrednio z lotniska, z pominięciem samego Hat Yai pojechaliśmy w kierunku wybrzeża do oddalonego o 130 km Pak Bara. Kurs taxi to 1400 BHT po negocjacjach, oficjalna stawka z rozpiski 1800 BHT. Drogi w okolicach Hat Yai są dość dobrej jakości, i nie najgorzej oznaczone. Samą jazdę taksówkami po Tajlandii najlepiej oddaje zasada optymalnego wykorzystanie drogi – kierowca wykorzystuje wszystkie pasy, przeważnie jadąc środkiem… pobocze to też doskonałe miejsce do wykonywania manewru wyprzedzania. Dzień kończymy w knajpie z mega krewetkami Fasai Seafood.

Dzień 2

Po szybkim śniadaniu w hotelu, kupujemy bilety na prom na Koh Lipe. Koszt to 650 BHT. Jeszcze w Pak Bara dochodzi koszt 20 BHT za przyjemność wejścia na teren pirsu, gdzie cumują odpływające motorówki. Miłym akcentem rejsu na Lipe był fakt, że po drodze motorówka zatrzymała się na Koh Hai na 15 min. sesję fotograficzną. To maleńka, bezludna wysepka i jednocześnie przedsmak raju: biały piaseczek, turkusowa woda…

Koh Hai

Koh Hai

Przed Koh Lipe prom zatrzymuje się na platformie oddalonej od brzegu o jakieś 100 metrów, tam uiszcza się opłatę klimatyczną w wysokości 20 BHT oraz 50 BHT za long boat, który dowozi na samą wyspę. W tej cenie zostaniemy dowiezieni na właściwą plażę pod sam hotel/bungalow. Sumaryczny koszt dostania się z Pak Bara na Koh Lipe to zatem 740 BHT i nie podlega negocjacjom.

Opłatę klimatyczną i opłatę za long boat na plażę przyjmowało od nas dwóch uroczych “panów” w szykownym makeupie z wyraźnie podkreślonymi oczami… Jeden z nich miał na sobie nawet sukienkę. Conchita Wurst byłaby dumna… Jak sie później okazało ten widok nie był odosobniony…

Koh Lipe to maleńka wysepka, położona na terenie parku krajobrazowego. Wśród tajskich wysepek wyróżnia się przede wszystkim tym, że zachowuje jeszcze resztki autentycznego tajskiego klimatu. Nie znajdziemy tutaj głośnych imprez na plaży, na wyspie nie ma dróg i samochodów, jest jedynie wylany asfalt łączący wszystkie 3 plaże, który służy zarówno jako deptak jak i „droga” dla licznych skuterów (głównego środka transportu na wyspie). Do niedawna nie było tu też bankomatów. Nie miejmy jednak złudzeń, jeżeli ktoś wybierając się na Koh Lipe liczy, że trafi do głuszy, na idylliczną, oderwaną od cywilizacji wysepkę to niestety się zawiedzie. Na wyspie normalnie funkcjonują hotele (my wybraliśmy bambusowe chatki bo chcieliśmy mieszkać w bambusowych chatkach, a nie dlatego, że to jedyna dostępna tutaj forma zakwaterowania), jest pełno knajp i straganów z kiczowatymi pamiątkami. Niemniej jednak w porównaniu z Phuket, Ao Nang czy Phi Phi to Lipe jest niemal idyllą 🙂

Zatrzymaliśmy się na sunrise beach w bungalowach prowadzonych przez bardzo sympatycznych francuzów. Miejsce nazywa sie Forra Diving Resort i oprócz zakwaterowania oferuje także wycieczki połączone z nurkowaniem. Domki wykonane są z bambusa i posiadają ciekawe rozwiązanie architektoniczne w łazience, mianowicie część z prysznicem pozbawiona jest dachu… w czasie ulewy można wziąć prysznic nie odkręcając wody 🙂

DSC_0147

Wieczorem, na zachód słońca wybraliśmy się na sunset beach (nazwa plaży jak najbardziej adekwatna). Choć sam zachód ze względu na chmury nie był zbyt imponujący to plaża okazała się bardzo przyjemna i w odróżnieniu od pozostałych pozbawiona przycumowanych łódek.

Kolacja na tej plaży była dość ciekawym przeżyciem. Knajpę prowadzili i obsługiwali lady-boy’e… Legendy, które słyszałem o powszechności „panów w sukienkach” w Tajlandii, potwierdziły się w 100%. Co ciekawe często są oni na tyle “dobrze wystylizowani” że w pierwszym momencie można odnieść wrażenie, że ma sie do czynienia z kobietą… a tu niespodzianka 🙂 Dla chcących bardziej zgłębić temat, Internet jest pełen wskazówek jak odróżnić lady-boya od kobiety. Trzy najczęściej przewijające się odpowiedzi to

  • jabłko Adama (u kobiet nie występuje tak wystające, a nie da się go zatuszować makijażem, jedynie można skorygować operacyjnie),
  • wzrost (Tajki generalnie są bardzo drobnej postury, także jeżeli widzimy wysoką Tajkę to może się okazać, że w rzeczywistości to jednak Taj J ),
  • zarost (delikatny wąsik czy broda potrafią się przebić nawet przez tony makijażu).

Dzień 3

Wszystkie 3 plaże wyspy łączy tzw. Walking street, wzdłuż której ciągną się stragany z pamiątkami, knajpy oraz oczywiście salony masażu. Odległości nie są duże bo cała wyspa ma raptem 3 km długości. Na plażach oprócz knajp i hoteli znajduje się sporo punktów oferujących wycieczki połączone z nurkowaniem. Koszt takiej wycieczki z 1 zejściem to ok. 2 500 BHT, z 2 zejściami 3 500 BHT. 3-dniowy kurs nurkowania, kończący się certyfikatem to koszt ok. 10 000 BHT. Można także popłynąć na wycieczkę połączona ze snorklowaniem, koszt ok. 650 BHT. Wszystkie wycieczki uwzględniają wyżywienie oraz sprzęt, w przypadku wycieczek połączonych z nurkowaniem także instruktora, który tłumaczy jak bezpiecznie nurkować i cały czas towarzyszy nam w trakcie nurkowania.

Jeżeli nie posiadamy żadnego certyfikatu potwierdzającego nasze umiejętności nurkowania to będziemy uprawnienie do zejścia na głębokość max. 12 metrów. Jest to wystarczająco głęboko by podziwiać liczne kolorowe rybki, rozgwiazdy, mureny i samą rafę. Z pierwszym certyfikatem będziemy mogli zejść do głębokości 18 metrów. Kolejne certyfikaty dają oczywiście kolejne uprawnienia. Jeżeli ktoś nie miał okazji nurkować to jest to rzeczywiście niezapomniane przeżycie warte spróbowania.

Na Lipe, jak zapewne w całej Tajlandii, liczne są salony masażu. Za 300 BHT można skorzystać z tradycyjnego tajskiego masażu. W przeciwieństwie do masaży z olejkami ten odbywa sie na sucho i koncentruje sie na rozciąganiu wszystkich mięśni. W tym celu Pani masażystka wygina wszystkie kończyny na każdą możliwą stronę i nawet staje na masowanym… choć w pierwszym momencie można odczuwać pewien dyskomfort to po zakończeniu takiej godzinnej sesji człowiek czuje sie jak młody Bóg 🙂

Warto udać się na taki masaż zanim słońce spali nam skórę, bo w przeciwnym razie ów masaż zamiast relaksu może przynieść opłakany rezultat. Dla tych którzy spalili sobie skórę w ofercie jest też masaż z mleczkiem kokosowym i aloesem, który łagodzi podrażnienia.

Dzień 4

Ze względu na bliskość Malezji na Lipe można się także dostać z Malezyjskiej wyspy Langkawi. Przejście graniczne i kontrola celna odbywają się wówczas na plaży 🙂

Rozkład promów/motorówek na/z Koh Lipe wraz z cenami można znaleźć tutaj: http://www.kohlipe.net/schedule.html

My pozostaliśmy w Tajlandii i popłynęliśmy w kierunku północnym na dużo bardziej uczęszczaną przez turystów wyspę Koh Phi Phi. Prom, a w zasadzie motorówka (speedboat na ok 25 osób) kosztował 2280 BHT. Kurs realizowany jest co dwa dni i jest to jedna z dłuższych tras obsługiwanych motorówkami, rejs trwa ok. 5-6 godzin. Po drodze trzeba zmienić motorówkę na Koh Lanta, ale łódki są ze sobą zgrane w czasie. Wbrew pozorom największym wyzwaniem podczas tej przeprawy jest to aby nie dostać choroby morskiej. Ponad 5 godzin nieustannego skakania po falach może wywrócić zawartość żołądka do góry nogami. Nawet jeżeli ktoś generalnie nie ma problemów na morzu to profilaktycznie lepiej zażyć pastylkę na chorobę morską, a posiadanie pustej reklamówki jest niemal koniecznością (jeżeli nie dla siebie to z pewnością znajdą się inni potrzebujący). Podczas naszego rejsu co najmniej 5 osób ponownie zobaczyło swoje śniadanie 🙂

Jedna z licznych wysepek po drodze z Koh Lipe na Koh Phi Phi

Jedna z licznych wysepek po drodze z Koh Lipe na Koh Phi Phi

W sezonie alternatywą na tej trasie jest prom, jednak jak nam powiedziano zaczyna kursować dopiero od 7.11.

Phi Phi to juz zupełnie inny klimat niż Lipe. Masa obcokrajowców, liczne kluby z głośną muzyką, imprezy trwające przez cala noc, salony tatuażu, salony masażu, które mogą okazać się w rzeczywistości domami publicznymi…

Wieczorem po kolacji przeszliśmy się po Phi Phi aby zobaczyć jak wygląda tutejsze życie nocne. W przeciwienstwie do Lipe tutaj klubów na plaży jest pod dostatkiem, istna kakofonia dźwięków bo każdy klub próbuje zagłuszyć muzykę z klubu sąsiedniego. Jest przeraźliwie głośno, drinki są serwowane w wiaderkach, a dodatkowo kluby organizują takie atrakcje jak pokazy połykaczy ognia (wykonujących przedziwne akrobacje z płomieniami niebezpiecznie blisko części ciała uznawanych za dość delikatne), czy boks tajski. Wieczorami ożywa także druga scena, z której słynie Tajlandia, mianowicie panie z salonów masażu dość otwarcie oferują atrakcje z happy endem…

Lokalnym patentem imprezowym są kubełki z alkoholem sprzedawane wieczorem na ulicy. Za 200-300 BHT dostaje sie małe wiaderko z ćwiartką lub połówką wybranego alkoholu i napojem gazowanym. Przy zakupie sprzedawca do wiaderka dodaje lód. Także w samych klubach i imprezowniach drinki są sprzedawane w kubełkach.

Pakiet imprezowy

Pakiet imprezowy

Dzień 5

Dzień rozpoczynamy przed wschodem słońca krótką (20-25 min.) wspinaczką po schodach do tzw. Viewpoint. Rozpościera się stąd bardzo ładny widok na obie wyspy (Koh Phi Phi Don i Koh Phi Phi Leh). Jak to zwykle bywa w Azji, za możliwość wejścia gdzieś gdzie jest ładnie trzeba zapłacić, w tym przypadku 20 BHT. Oprócz możliwości podziwiania wschodu słońca w bardzo ładnym miejscu, plusem wybrania się do Viewpoint tak wcześnie rano jest fakt, że wspinaczka po schodach odbywa się wówczas w przyjemnym chłodzie a nie przy palącym słońcu.

Phi Phi Viewpoint

Phi Phi Viewpoint

Oprócz opisanych powyżej atrakcji Koh Phi Phi oferuje także wycieczki stateczkami (lub motorówkami jak ktoś woli) po okolicy. Całodniowa wycieczka z wyżywieniem i sprzętem do snorklowania to wydatek 600-700 BHT lub 1500 BHT jeżeli decydujemy sie na speedboat. Można także za 4000 – 4500 BHT wynająć long boat, na pokład którego wchodzi siedem osób. Jednak w przypadku long boata prędkości są dużo niższe, także w ciągu jednego dnia nie da się zobaczyć tego wszystkiego co w przypadku innych łódek.

Longboat

Longboat

W programie wycieczki jest Ko Phi Phi Leh, wyspa na której kręcony był film Niebiańska Plaża z Leonardo di Caprio. Wyspa jest parkiem krajobrazowym (wstęp do parku dodatkowe 100 BHT, płatne na statku) i pozbawiona jest jakichkolwiek zabudowań (może z wyjątkiem toalet i paru bambusowych chatek) i nie można na niej nocować. Krajobrazy są olśniewające, biały piasek, turkusowa woda, imponujące klify… wszystko to sprawia ze człowiek mógłby się poczuć jak w raju… mógłby gdyby nie hordy turystów z innych łódek, którzy tłumnie docierają w to miejsce w tym samym czasie. Niestety ale można się tu poczuć jak na plaży w Mielnie… Ciężko zrobić zdjęcie bez innych ludzi w kadrze, o spokojnym delektowaniu się krajobrazami można pomarzyć.

"Mielno"

“Mielno”

Wydaje się, że jedynym sensownym wyjściem aby dotrzeć na Phi Phi Leh przed tabunami turystów jest wyruszenie z samego rana prywatnym transportem. Oficjalne wycieczki ruszają o 9.00 także na odrobinę prywatności można liczyć za pewne miedzy wschodem słońca o 6:00 a 9.00. Być może alternatywą byłoby zrobienie trasy w odwrotnej kolejności i zostawienie sobie Koh Phi Phi Leh na sam koniec…

Wycieczka obejmowała także The Cave – jaskinię, która od strony morza wygląda jak gniazdo piratów. Nasza łódka zatrzymała się tam na 5 min. sesję fotograficzną.

The Cave

The Cave

Monkey Island, wyspę gdzie po plaży biegają makaki (te w przeciwieństwie do ich krewnych z Indonezji nie były jakoś szczególnie natarczywe, chociaż jak to z małpami zawsze trzeba zachować ostrożność).

DSC_0634

Na tą wysepkę dobrze jest zabrać ze sobą gumowe buty do chodzenia po kamieniach. Zejście do morza jest bardzo płytkie i usiane licznymi kamieniami, także rafa koralowa jest bardzo płytko, łatwo zatem nieopatrznie zahaczyć o rafę, a to może być bardzo nieprzyjemne dla rafy… dla człowieka z resztą też, o czym jedna z uczestniczek naszej wyprawy boleśnie sie przekonała…

Kolejny przystanek to Mosquito Island, tutaj podobnie jak w przypadku The Cave, zatrzymujemy się tylko na sesję fotograficzną z pokładu statku. Zaraz obok znajduje się za to Bamboo Island. Znów biały piasek, turkusowa woda i rafa koralowa po drodze na plażę. Zdaje się, że wyspa musiała dość niedawno ucierpieć w wyniku jakiegoś sztormu, bo jedna z plaż pełna była drzew wyrwanych z korzeniami. Na Bamboo Island rozstawione są liczne drewniane stoliki zachęcające do zjedzenia posiłku w cieniu drzew (o ile oczywiście nie przeszkadzają nam tabuny turystów 🙂 ). Prowiant trzeba jednak zabrać swój bo snack bar na wyspie ma ograniczony asortyment.

Wycieczka kończy się wraz zachodem słońca. Piękny widok, który z pewnością na długo pozostanie w mojej pamięci.

DSC_0716

Przy każdej z plaż na których się zatrzymywaliśmy w ramach wycieczki, można było prosto z pokładu wskoczyć do wody i podziwiać piękne kolorowe rybki, które nic sobie nie robiły z obecności ludzi i stadnie pływały wokół snorklujacych. Jeżeli ktoś nie do końca czuje sie swobodnie nie mając gruntu pod nogami to bez problemu można założyć kapok i snorklować w kapoku. Dla tych, którzy nie mieli ochoty na dopłynięcie do brzegu wpław, a i tak chcieli dostać się na poszczególne wysepki, na pokładzie statku dostępne były małe plastikowe kajaki. Ponieważ kajaki są dość wywrotne to sprzęt elektroniczny przed każdym zejściem na ląd był zbierany przez kapitana statku do wodoodpornego plecaka i przewożony bezpiecznie. Można było zatem zarówno popływać jak i porobić zdjęcia na lądzie. W przypadku wycieczek motorówkami oraz longboatami, podpływają one bezpośrednio na plaże i cumują na piasku. W ramach wycieczki zapewnione były woda pitna, kawa, herbata, słodkie krakersy, jeden ciepły posiłek i arbuz.

Wśród wycieczek organizowanych na Phi Phi liczne są także oferty nurkowania, a także lokalna atrakcja i jednocześnie kolejna okazja by poczuć się przez moment jak na planie filmu Niebiańska Plaża – skoki z klifu. Nie sprawdzałem co dokładnie jest w programie takiej wycieczki, ale ofert widzieliśmy sporo.

W mojej ocenie jednak największą atrakcją tych wycieczek jest możliwość pływania między niesamowitymi formacjami wapiennymi, wybijającymi się wysoko, wprost z krystalicznie czystej wody. To tylko kilka przykładów:

DSC_0503DSC_0479DSC_0452DSC_0477

DSC_0512

Dzień 6

Tego dnia opuszczamy wyspy i płyniemy z samego rana na kontynent, do Krabi. Miła niespodzianka, tym razem płyniemy promem, a nie motorówką, na dodatek prom okazał się być klimatyzowany. Płynie się ok. 2h, koszt to 280 BHT. Prom dopływa do portu, który jest oddalony od samego miasta Krabi o jakieś 10-15 min. jazdy samochodem. Koszt przejazdu do miasta to dodatkowe 50 BHT od osoby. Większość turystów zatrzymuje się nie w samym mieście tylko w pobliżu plaży Ao Nang, 20 km na zachód od Krabi. Tam toczy się życie nocne Krabi. Ponieważ następnego dnia mamy wylot wcześnie rano bierzemy nocleg w mieście. Samo miasto nie ma zbyt wiele do zaoferowania, decydujemy się zatem by wynająć longboat i popłynąć do Railay (znane także jako Rai Leh). Longboaty odpływają już z samego centrum Krabi, nie trzeba nigdzie dojeżdżać. Koszt wynajmu to 600 BHT od osoby w dwie strony. Umówiliśmy się z właścicielem longboata na powrót o godz. 17:00.

Railay

Railay

Railay to kolejne miejsce jak z pocztówki, turkusowa woda, czysty, biały piaseczek, spektakularne wapienne formacje wystające z wody. Przepiękny widok na cały półwysep rozciąga się w punktu widokowego usytuowanego w połowie drogi z portu na plażę Phra Nang. Wejście do punktu widokowego (niespodzianka, tym razem za punkt widokowy nie trzeba płacić ;-)) jest dość strome i zajmuje ok. 25 min.

W drodze do punktu widokowego

W drodze do punktu widokowego

Miejscami zwisają liny ułatwiające wspinaczkę. Podejście choć intensywne to nie wymaga szczególnego przygotowania, ani wybitnej kondycji fizycznej (po drodze mijaliśmy ludzi wspinających się w japonkach albo boso), jednak dość łatwo można się pobrudzić o skały. Wejście nie jest zalecane po intensywnych opadach deszczu, bo kamienie mogą być wówczas bardzo śliskie a upadek niebezpieczny. Widok z góry jest niesamowity.

Railay viewpoint

Railay viewpoint

Ze szczytu punktu widokowego odchodzi kolejna ścieżka do laguny. To już inna bajka. Choć znaki wskazują, że dojście tam to raptem 10 min., to zejście jest bardzo wymagające i niebezpieczne. Niektórzy na ta trasę zabierają już własny sprzęt wspinaczkowy. Przechodzenie do laguny osobom w słabszej kondycji fizycznej, z ciężkim plecakiem itp. nie jest rekomendowane.

Na półwyspie w wielu miejscach można spotkać małpy. Nie są one agresywne, jednak głaskanie ich lub karmienie nie jest najlepszym pomysłem. Trzeba też uważać na czapki, okulary, aparaty czy portfele i inne rzeczy, które małpa może łatwo chwycić i uciec z nimi do lasu.

Plaża Phra Nang jest majestatycznie położona w cieniu wapiennych klifów, z ogromną grotą, w której znajduje się świątynia poświęcona duchowi księżniczki, która utonęła (Phra Nang). Grota jest wypełniona licznymi drewnianymi fallusami z czerwonym zakończeniem. Składają je okoliczni rybacy liczący na przychylność ducha księżniczki.

DSC_0813

Gdy ok. godz. 17:00 wróciliśmy do portu okazało się, że nasza łódka nie oczekuje na nas w miejscu gdzie przypłynęliśmy. Ze względu na odpływ do łódki trzeba było przejść ok. 300 metrów.

Dzień 7

Ostatni dzień to już tylko lot do Bangkoku i przesiadka na lot do Europy.

Nasz plan wyjazdu zakładał więcej niż tylko wyspy i plaże, jednak z przyczyn osobistych, wyjazd musiał zostać skrócony. Dalszy etap zakładał:

  • Przelot z Karabi do Chiang Mai na północy, zwiedzanie Chiang Mai, festiwal Loi Krathong (organizowany zazwyczaj w listopadzie), podczas którego spławiane są małe tratwy (krathong) udekorowane kwiatami. Organizowane są barwne procesje i puszczane lampiony. Święto obchodzone jest podczas pełni księżyca, w dwunastym miesiącu lunarnego kalendarza tajskiego.
  • Sukhothai i zwiedzanie ruin dawnej stolicy królestwa Sukhothai.
  • Przejazd do Mae Sot i dalej malowniczą drogą górską tzw. drogą śmierci, w kierunku wodospadu Um Phang
  • Park Erawan i Kanchanaburi
  • Kompleks świątyń Ayutthaya z ruinami pałaców i ruinami świątyń buddyjskich z XIV-XVIII w.
  • Przelot z Bangkoku do Siem Reap w Kambodży i zwiedzanie kompleksu świątyń Angkor Wat
  • Sam Bangkok

Mam nadzieję, że przy okazji następnej wyprawy do Tajlandi powyższe miejsca, jak i wiele innych, nie zostaną już pominięte. To wspaniały kraj, mający bardzo wiele do zaoferowania każdemu turyście. Znajdą tam coś dla siebie zarówno zwolennicy wylegiwania się na plaży i 5 gwiazdkowych hoteli, jak i sympatycy trekkingu z plecakiem po dżungli. Atrakcje są dostosowane na każdą niemal kieszeń od prostych po luksusowe. Dla każdego coś miłego 🙂